Wulgaryzmy i uniwersytet

Dodano: 26-03-2017

Kilka wcześniejszych wpisów na niniejszym blogu poświęconych zostało istocie pracy nauczyciela akademickiego. W niniejszym artykule chciałabym również odnieść się do pracy w uczelni wyższej, ale w zupełnie innym kontekście. Mam na myśli warunki pracy, ale nie te związane z temperaturą sal wykładowych, wilgotnością powietrza, czy kolorystyką wnętrz. Chodzi mi o niemal codziennie słyszane (na korytarzach, w windach, a nawet klasach) wulgaryzmy.

Co wiemy na temat wulgaryzmów?

Wulgaryzmy definiowane są jako jednostki leksykalne, za pomocą których mówiący może w sposób spontaniczny ujawniać swoje emocje względem czegoś lub kogoś, przy czym nie przekazuje on jednocześnie żadnej informacji [1]. Wulgaryzmy pełnią rozmaite funkcje komunikacyjne. Służą obrażaniu i wyrażaniu negatywnych emocji oraz opisywaniu cech rzeczywistości, które uznawane są za pozytywne[2].

wulgaryzmy_blog

Powszechne jest dziś przekonanie, że język polski przesycony jest wulgaryzmami, co obniża poziom kultury komunikacji międzyludzkiej. Wulgaryzacja wypowiedzi dotyczy porozumiewania się w świecie rzeczywistym i wirtualnym[3]. Jak dowodzą rezultaty badań empirycznych, wulgaryzmy są przede wszystkim obecne w przestrzeni publicznej (mniej w sferze prywatnej). Zgodnie z danymi CEBOS, 50% respondentów mających kontakt ze szkołą lub uczelnią wyższą deklaruje obecność wulgaryzmów w miejscu nauki, w tym ⅓ jest zdania, że używa się tam ich często[4].

Coraz powszechniejsze są zatem głosy, że przy dalszej wulgaryzacji języka, wkrótce większość rzeczywistości komunikowana będzie wyglądała w ten właśnie sposób. Niektórzy twierdzą wręcz, że współcześnie „(…) wulgaryzmy praktycznie potrafią zastąpić każdy czasownik”[5]. Jednocześnie, ponad 90% Polaków uważa, iż używanie wulgaryzmów jest wbrew obowiązującym normom. Podobny odsetek naszych rodaków deklaruje, że razi ich, gdy inni używają niecenzuralnych słów lub zwrotów[6].

Co zrobić z wulgaryzacją języka?

Możliwych odpowiedzi na to pytanie jest z pewnością wiele. Ja jednak, każdemu kto ma ochotę użyć  niecenzuralnego słowa, zaleciłabym w pierwszej kolejności odnieść się do etymologii słowa „wulgaryzm”. Otóż pochodzi ono od łacińskiego rzeczownika vulgus, który oznacza prostych ludzi. Pod hasłem vulgus w „Słowniku łacińsko-polskim” widnieje następująca definicja:  vulgus to ogromna masa, tłum, publiczność, pospólstwo; prości żołnierze; masa, wielka liczba, kupa[vii]. I w tym kontekście, zanim posłużymy się wulgaryzmem (i to nie tylko w siedzibie uczelni, stojąc przykładowo pod godłem państwowym), zastanówmy się, kim tak naprawdę jesteśmy.

Katarzyna Wojtaszczyk

Bibliografia:
[1] M. Grochowski, Słownik polskich przekleństw i wulgaryzmów, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002, s. 17.
[2] M. Feliksiak, Wulgaryzmy w życiu codziennym, Fundacja Centrum Badania Opinii Społecznej, Warszawa 2013, s. 1.
[3] M. Kuruc, Wulgarny internauta, czyli kilka słów o zgorszeniu w sieci, „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia de Cultura”, nr IV/2012, s. 133.
[4] M. Feliksiak, Wulgaryzmy w życiu codziennym, Fundacja Centrum Badania Opinii Społecznej, Warszawa 2013, s. 1.
[5] I. Biernacka-Ligięza, Wulgaryzmy a łamanie normy kulturowej, w: J. Miodek (red.) Mowa rozświetlona myślą. Świadomość normatywno-stylistyczna współczesnych Polaków, Wrocław 1999, s. 179.
[6] M. Feliksiak, Wulgaryzmy w życiu codziennym, Fundacja Centrum Badania Opinii Społecznej, Warszawa 2013, s. 6.
[7] M. Hądzlik-Dudka, Wulgaryzmy a przekleństwa w kontekście przemian komunikacji językowej, „Studia Filologiczne Uniwersytetu Jana Kochanowskiego”, t. 27/2014, s. 157.